wtorek, 18 grudnia 2012

Co u nas słychać?


Po lekkim zaniedbaniu bloga spowodowanym nawałem pracy od rana do późnego wieczora - wróciłam wraz z moją futrzastą menażerią.

Co się zmieniło u moich kotów przez te trzy miesiące?

Kuba w zasadzie nic się nie zmienił. Ostatnio trochę kocurkowi się przytyło i zmężniało, ale poza tym nadal jest pieszczochem i mruczącą, łaszącą się i śliniącą kupą futra. 


Sanchez już nie jest Sanchez tylko Misza. Na poprzednie imię nie reagował. Mogłam go wołać, mówić do niego, a ten nic. Imię Misza zdecydowanie przypadło mu do gustu i przybiega za każdym razem kiedy go zawołam. Pamiętacie, że Miszę adoptowałam chorego na PNN? No właśnie... Po PNN nie ma śladu. Choroby nie wykazują jego wyniki krwi, wygląd sierści i nawet to, co jest dla tej choroby bardzo charakterystyczne - zapach mocznika z pyszczka. Po tym wszystkim, co było, teraz nie ma śladu. Nadal kotu utrzymuję niskobiałkową dietę, ale bez przesady i podaję zmniejszoną dawkę leków. Misza z chudego worka miliona pcheł, pokrytego marnym futrem - stał się rosłym, dobrze utrzymanym kocurem o słusznej wadze zdrowego kocura syberyjskiego. Z nieufnego kota jest teraz bardziej myziasty i lubi (nienamolne) towarzystwo człowieka.





Natomiast co do Izi, to nawet nie wiem kiedy kicia tak szybko urosła, ale będzie to raczej małych rozmiarów koteczka o drobnej budowie i szalonym charakterku, poza tym żaden inny kot nie daje nam tyle okazji do zrywania boków ze śmiechu. Tak porąbanego, szalonego kota jeszcze nigdy nie miałam, a w moim życiu przewinęło się ich sporo. Izi to również gaduła, maruda i złośnica, która namawia kocury do złego. Ostatnio dość często nocą dochodzi w naszej kuchni do pewnego procederu - mianowicie do kradzieży suchej karmy. Kiedy wszyscy już śpimy, nasze koty wchodzą do kuchni i zrzucają z pułki pudełko z paczkami chrupek. Zgadnijcie kto jest prowodyrem tych napaści na karmę? No właśnie... Temu wszystkiemu winien ten mały, czarny charakterek ;) Jakby tego było mało, kotka upodobała sobie wskakiwanie nam, dużym, na ramię i wożenie się na wszystkich domownikach. Siedzi na ramieniu jak piracka małpa, więc nazywamy ją często Małpą :)



Na koniec o Toficzku. Niestety, nasz kocurek się nie znalazł i pewnie już nie znajdzie. Mam tylko cichą nadzieję, że trafił pod dobry i kochający dach, i że nadchodzące święta spędzi w ciepłym domu z dobrymi ludźmi.

A na koniec wszystkie trzy nasze koty zapraszają na film ;)