wtorek, 18 grudnia 2012

Co u nas słychać?


Po lekkim zaniedbaniu bloga spowodowanym nawałem pracy od rana do późnego wieczora - wróciłam wraz z moją futrzastą menażerią.

Co się zmieniło u moich kotów przez te trzy miesiące?

Kuba w zasadzie nic się nie zmienił. Ostatnio trochę kocurkowi się przytyło i zmężniało, ale poza tym nadal jest pieszczochem i mruczącą, łaszącą się i śliniącą kupą futra. 


Sanchez już nie jest Sanchez tylko Misza. Na poprzednie imię nie reagował. Mogłam go wołać, mówić do niego, a ten nic. Imię Misza zdecydowanie przypadło mu do gustu i przybiega za każdym razem kiedy go zawołam. Pamiętacie, że Miszę adoptowałam chorego na PNN? No właśnie... Po PNN nie ma śladu. Choroby nie wykazują jego wyniki krwi, wygląd sierści i nawet to, co jest dla tej choroby bardzo charakterystyczne - zapach mocznika z pyszczka. Po tym wszystkim, co było, teraz nie ma śladu. Nadal kotu utrzymuję niskobiałkową dietę, ale bez przesady i podaję zmniejszoną dawkę leków. Misza z chudego worka miliona pcheł, pokrytego marnym futrem - stał się rosłym, dobrze utrzymanym kocurem o słusznej wadze zdrowego kocura syberyjskiego. Z nieufnego kota jest teraz bardziej myziasty i lubi (nienamolne) towarzystwo człowieka.





Natomiast co do Izi, to nawet nie wiem kiedy kicia tak szybko urosła, ale będzie to raczej małych rozmiarów koteczka o drobnej budowie i szalonym charakterku, poza tym żaden inny kot nie daje nam tyle okazji do zrywania boków ze śmiechu. Tak porąbanego, szalonego kota jeszcze nigdy nie miałam, a w moim życiu przewinęło się ich sporo. Izi to również gaduła, maruda i złośnica, która namawia kocury do złego. Ostatnio dość często nocą dochodzi w naszej kuchni do pewnego procederu - mianowicie do kradzieży suchej karmy. Kiedy wszyscy już śpimy, nasze koty wchodzą do kuchni i zrzucają z pułki pudełko z paczkami chrupek. Zgadnijcie kto jest prowodyrem tych napaści na karmę? No właśnie... Temu wszystkiemu winien ten mały, czarny charakterek ;) Jakby tego było mało, kotka upodobała sobie wskakiwanie nam, dużym, na ramię i wożenie się na wszystkich domownikach. Siedzi na ramieniu jak piracka małpa, więc nazywamy ją często Małpą :)



Na koniec o Toficzku. Niestety, nasz kocurek się nie znalazł i pewnie już nie znajdzie. Mam tylko cichą nadzieję, że trafił pod dobry i kochający dach, i że nadchodzące święta spędzi w ciepłym domu z dobrymi ludźmi.

A na koniec wszystkie trzy nasze koty zapraszają na film ;)


piątek, 7 września 2012

Izi i Sancho na WC

Moje koty przyłapane na WC. Niestety, trudno przyłapać mi Kubusia, bo ten już nie skrobie, więc nawet nie wiem kiedy on korzysta z toalety. Zrobi swoje i wychodzi, tylko spuścić wody za sobą nie spuszcza ;) A tym czasem najstarszy kotek i najmłodszy w czasie treningu.

Sancho i Izi są już na półmetku :)

środa, 22 sierpnia 2012

Czy to bedzie przyjaźń? Czy kochanie?

Jak szybko koty potrafią nawiązać między sobą przyjaźń? Bywa, że nigdy. Pozostaje jedynie tolerancja i nie wchodzenie sobie w drogę. Czasami po kilku tygodniach, miesiącach, po pół roku. Zdarzają się przypadki, że po kilku dniach, a nawet godzinach.

Nie będę szczegółowo pisała, co zrobić, by dokocenie przebiegło w miarę sprawnie i obyło się bez krwawych łapoczynów. Na ten temat pewnie każdy znajdzie w internecie czy publikacjach o kotach, wiele porad. Ważne jest, by dobrze znać swojego rezydenta, obserwować nowo przybyłego kota i choć trochę liznąć wiadomości o zwyczajach i kociej psychice.

Ja mam własne, sprawdzone sposoby na moje koty i każdy powinien taki sposób na swojego kota znaleźć, w ostateczności zatrudnić behawiorystę.

Nie mogę powiedzieć, że w moim domu dokocenia przebiegają całkowicie bezproblemowo, bo bym skłamała.
Na ten przykład: po przyjeździe Sancheza z Warszawy, Kubuś w kilka dni po - rozchorował się na koci katar. Sancho próbował jego chorobę wykorzystać do ustalenia nowego porządku w naszym domu. W ciągu tygodnia, po leczeniu antybiotykowym, Kuba stanął na nogi i nie pozwolił sobie odebrać władzy. Między kocurami po pewnym czasie został ustalona raz na zawsze hierarchia i Sanchez musiał uznać wyższość młodego, zdrowego już samca.
Z Izi było inaczej. Od pierwszych minut zakrzyczała, nafukała i po przeganiała starsze od siebie kocury. Poustawiała je po kątach i zrobiła z nimi porządek jak to robi każda kobieta we własnym domu. Przez trzy dni kocury wolały schodzić jej z drogi, przyglądać się z bezpiecznej odległości i wysokości oraz nie narażać się na jej wrzaski. Iza fukała dosłownie na wszystko. Dostało się jej własnemu odbiciu w lustrze, porcelanowemu pojemnikowi na szczotkę klozetową w kształcie misia, warczała w czasie jedzenia, nie warczała tylko na nas - ludzi.




Jako pierwszy dostąpił jej łask Sanchez, a to zapewne z powodu pięknego ogona, którym Izi została oczarowana i zaczęła na niego polować. Kubuś jej łaski dostąpił "znacznie" później - czyli o jeden dzień później ;)
Obecnie Izi i Kuba, to nierozłączny duet. Sancho, jako starszy, schorowany i z natury leniwy kot, dał się uwieść jej żywemu usposobieniu i dzięki temu ubyło mu lat, a i chyba przybyło wigoru i chęci do życia.

Tak więc, jeśli się dokocacie, a dokocenie nie przebiega tak, jakbyście sobie sami tego życzyli, to nie załamujcie się, tylko znajdźcie na swoje koty sposób i starajcie się jak najmniej ingerować w ustalanie zależności - oczywiście o ile nie dochodzi do krwawych zamachów na życie i łapoczynów.

***

Patrzę na te moje koty i zastanawiam się: gdzie Izi sobie zaplanowała przyjaźń, a gdzie kochanie? Jak Wy myślicie? Bo jak wiadomo w tej kwestii to dziewczyny decydują ;)


wspólna parapetówka

wspólne sypianie

wspólne leżakowanie
opowiadanie bajek małym dziewczynkom

zapasy i nauka samoobrony

wspólne zabawy na drapaku

A Sanchez? Dziadunio Sancho pięknieje, młodnieje i promienieje, nawet chyba - co mam nadzieję - zdrowieje, ale to pokażą jego wyniki, które zrobię mu pod koniec września. To dobre samopoczucie i zadowolenie z życia odbija się na jego pokrywie włosowej, która robi się nie do poznania. Planuję go wykąpać. Na razie tylko planuję, ale kiedy, to jeszcze nie wiem. Nie chcę go zrazić do siebie. Może kiedy będzie spał po czyszczeniu zębów? Myślę, że wówczas nawet nie zauważy, że ktoś go zmoczył i wysuszył ;)
Szkoda tylko, że wciąż wobec nas - ludzi - cały czas nieufny. Ale pracuję również i nad tym. :)

- nieskromnie zamiauczę, że jestem piękny i to powinno być dla wszystkich oczywiste!



Jeśli Wasz kot ma problemy z sierścią. Ona nie wygląda już tak pięknie lub chcielibyście zachować urodę sierści swojego kota do późnej starości (jak wiadomo to wygląd sierści stanowi o zdrowiu i jego kondycji), to polecam SANSAL Lecithin Senior. Nabyłam je w sklepie Cztery Łapy http://www.czterylapy.pl/product.php?p=1654

 W przypadku Sancha preparat doskonale się sprawdził, a wiadomo, że koty cierpiące na PNN mają kiepskiej jakości włos i mało imponujące futro pod względem wyglądu. Po miesiącu stosowania suplementu, jego sierść widocznie się zmienia na lepsze - nie tylko wizualnie, ale z tygodnia na tydzień staje się w dotyku jedwabista i mniej zmierzwiona.

Zalety: niska cena za 100 szt.tabletek, można podawać również młodszym kotom, doskonały-bogaty skład, pudrowa konsystencja pastylek, mleczno-drożdżowy zapach i smak zachęcają koty do bezproblemowego przyjmowania ich, widoczna poprawa wyglądu sierści już po dwóch-trzech tygodniach.
Wady: niestety, za szybo się kończą, poza tym pastylki pudrowe powinny być inaczej pakowane - choćby w dodatkowy woreczek strunowy, który zapobiegnie łapaniu wilgoci z otoczenia - ale to już broszka producenta.


Jednym słowem POLECAM! Jego cenowa przystępność oraz rezultaty, są warte pokuszenia się i zaopatrzenia swojej kociej apteczki.


wtorek, 21 sierpnia 2012

Ach te gołębie...

Kochani, 6 sierpnia dołączyła do naszej rodzinki malutka, czarna koteczka Izi. Znalazłam płaczące kociątko w krzakach pod balkonem. Izi ( z albańskiego - czarny/czarna) rozruszała oba kocury. To żywe srebro. Po trzech dniach fukania i syczenia na chłopaków stała się zawadiacką, wesołą i bardzo towarzyską koteczką. Sancho jest w niej zakochany - oczywiście kiedy mała Izi nie poluje na jego ogon, a Kuba tworzy z Izunią nierozłączną parę. Nie tylko kocury są zakochane w kotce, ale i moi panowie, których od pierwszej chwili oczarowała. A ja? No cóż ja... Nie potrafię jej nie kochać :) To chodzące mruczenie, łaszenie i myzianie, ale i mały huragan w domu. Potrafi rozruszać każdego i nie sposób się nie uśmiechać kiedy patrzy się na tę małą, czarną pumę. 






piątek, 3 sierpnia 2012

Kocio-sennie czyli jak sypiają nasze koty.

W naszym domu już po 23-trzecie cisza nocna nawet dla futrzastych. 
Jak sypiają nasze koty? Dobrze - czyli całą noc z drobnymi przemieszczeniami ciała w obszarze sypialni. Bardzo rzadko nas budzą. Wstają razem z nami, przybiegając do kuchni na swoje kocie śniadanie akurat wtedy, gdy zaparzam kawę.

Wczorajszej nocy do naszej sypialni jak zwykle zawitały koty. Widząc, że my się powoli szykujemy do snu, one również zaczynają się zachowywać sennie. Najczęściej zajmują miejsca w naszym łóżku: Sanchez w nogach pańcia, Kuba oczywiście na mnie. Nie jest to wygodne, więc układam go przy Sanchu i tak sobie zasypiamy.
Ale wczoraj koty zdecydowały się uwolnić nasze łoże od swoich futer.
 
Sanchez, by nie stracić nic z tego, co dzieje się za oknem, już za w czasu zajął swoje strategiczne miejsce na parapecie tuż przy naszył łóżku, natomiast Kuba nie mógł się zdecydować czy zasnąć NA , czy W legowisku :), a ja nie mogłam się oprzeć, by nie uwiecznić moich kocurów w tych ich sennych pozycjach.

Nie wstanę! Tak będę leżał!

- i zasnę snem spokojnym i sprawiedliwym...

Na?

Czy w legowisku?

sobota, 28 lipca 2012

Sanchez uczy się korzystać z toalety

Przyszło mi uczyć kolejnego kota korzystać z toalety z zestawem treningowym WCkici.
To już trzeci koteczek, którego mam szansę szkolić.

Nasz kolejny domownik - Sanchez od razu zaakceptował nowy dom, nową łazienkę i nową toaletę oraz nakładkę jak i wkładkę pomocniczą. Sancho uczy się na nakładce po Kubusiu i Toficzku, a że wkładka pomocnicza nieznacznie była używana w treningu Tofika, więc obecnie dobrze służy Sanchowi.  Trochę miałam obawy jak tak ogromny kot w typie syberyjczyka da sobie radę, ale o dziwo - daje sobie i to świetnie :)
Tylko Kubuś trochę dziwnie na Sancha i na nas patrzy pytającym wzrokiem:
- Co ten duży kotecek robi na moim kibelku ?
 
Polecam wszystkim naukę swoich kotów z nakładkami WCkici. Jest to bardzo stopniowy system szkolenia, a ponadto zawsze można liczyć na pomoc i konsultację zespołu pracowników, kiedy nasz kot odmówi na którymś z etapów współpracy w treningu.
Mam nadzieję, że Sancho będzie równie pojętnym uczniem jak Kubuś. Nastawiam się pozytywnie i bierzemy się z Dziadkiem (z racji na swój wiek i dostojność, tak pieszczotliwie nazywany jest w naszym domu Sancho) - do nauki. Trzymajcie za nas mocno piąstki.

piątek, 27 lipca 2012

Weekendowe porządki z kotem ;)

Dzisiaj na wesoło, weekendowo i wakacyjnie , a poza tym bardzo chciałabym mieć w domu takiego pomocnika :)













A na koniec należny nam się pyszna herbatka.
 Znalezione  w internecie i sukcesywnie kolekcjonowane przez KiCi ;)

wtorek, 17 lipca 2012

Nowy, koci członek rodziny w naszym domu.

Niedzielny wyjazd do Warszawy na SuperFinał Futbolu Amerykańskiego zakończył się w poniedziałek powrotem z nowym członkiem rodziny.

Już na początku maja wszyscy podjęliśmy decyzję, że co trzy koty to nie dwa. Adoptowaliśmy starszego, już dość dojrzałego kocura o spokojnym usposobieniu i niesamowitej inteligencji. Wyjazd na SuperFinał był świetną okazją do transportu naszego kota, do jego domu. Czas, który sobie i jemu daliśmy, był świetnym momentem do umocnienia się naszej decyzji, że - tak, chcemy go w naszej rodzinie i z pełną świadomością bierzemy za niego pełną odpowiedzialność.

Zmęczenie wielogodzinną podróżą nie pozwala mi na zdanie obszernej relacji, ale jedno tylko Wam napiszę - jest super i nawet się nie spodziewaliśmy, że pójdzie nam tak gładko w podróży oraz w domu.

Od samego początku Sancho - bo takie nadała mu imię warszawska fundacja Koteria oraz tymczasowa jego opiekunka Beata, chyba wiedział, że przyjechaliśmy właśnie po niego, gdyż od progu przywitał nas serdecznością, ocieraniem się, obwąchiwaniem i pozwolił wziąć się na ręce, co zdziwiło tymczasową opiekunkę.

Resztę opiszę już niebawem, a teraz idę porobić więcej zdjęć, gdyż Sancho jest zafascynowany górami, zielenią, drzewami za oknem, śpiewem ptaków i w tej chwili tylko chodzi po pokojach i zmienia parapety z których może podziwiać swymi wielkimi oczami nowy dla niego świat.


wtorek, 10 lipca 2012

Karmy Animonda dla kotów w Czterech Łapach.

Jak dbać o zdrowie i dobrą kondycję kota, który jest po kastracji lub sterylizacji? Kupujecie odpowiednią karmę dla swoich kotów?

Mówi się "jesteś tym, co jesz", dlatego tak ważna jest prawidłowa dieta nie tylko w żywieniu nas ludzi, ale i naszych zwierząt. Odpowiednie żywienia kota wpływa na dobre, długie i zdrowe jego życie, zapobiega wielu chorobom przewodu pokarmowego, a w przypadku kastratów - chorobom nerek: kamicy czy mocznicy.
 Ostatnio w sklepie internetowym Cztery Łapy przyuważyłam mokrą karmę dla kastratów Animonda. Jest to świetna karma, która zawiera ponad 80% a nawet ponad 90% mięsa. 




Animonda Vom Feinsten Kastierte Katzen (wcześniej znana pod nazwą Light Lunch) to karma dla kotów po kastracji i dla kotek po sterylizacji. 
Specjalnie dobrane składniki nie obciążają kocich żołądków i powodują uczucie sytości. W karmie Animonda nie znajdziemy ulepszaczy zapachowych, sztucznych barwników, soi ani konserwantów. W składzie karmy znajdziemy imponującą ilość mięsa i dodatki smakowe – również mięsne. 
Karmę dla kotów stworzono w trzech połączeniach smakowych na bazie mięsa indyczego.

Skład: mięso i zwierzęce produkty uboczne (84% indyk) ryby i pochodne ryb (15% pstrąga) składniki mineralne Analiza: białko 12% błonnik 0,3% tłuszcz 4,4% popiół 1,8% wilgotność 80% Witamina A 4000j.m/kg Witamina D3 200 jm./kg Witamina E 30 mg/kg

Skład: mięso i zwierzęce produkty uboczne: (94% indyka) 4% salami składniki mineralne Analiza: białko 12% błonnik 0,3% tłuszcz 4,4% popiół 1,8% wilgotność 80% Witamina A 4000j.m/kg Witamina D3 200 jm./kg Witamina E 30 mg/kg 

Skład: mięso i zwierzęce produkty uboczne (94% indyka) mleko i pochodne mleka (ser 4%) składniki mineralne Analiza: białko 12% błonnik 0,3% tłuszcz 4,4% popiół 1,8% wilgotność 80% Witamina A 4000j.m/kg Witamina D3 200 jm./kg Witamina E 30 mg/kg

Dzienna porcja dla kota w zależności od jego wagi:  3 kg/200g, 4 kg/250g, 5kg/280g.

Karma godna polecenia. Widząc mojego Kubusia pałaszującego do ostatniego kęska i wylizującego miseczkę, mniemam, że musi być smaczna. Zamówiłam większą ilość i jak tylko zaczną się kończyć nasze zapasy, nie omieszkam zamówić ponownie.

Mój kot kupowałby Animonda
Zalety: doskonały skład i bardzo duża zawartość mięsa, karma pakowana w wygodne miseczki i jednorazowe porcje po 100g, przyjemny zapach karmy, który przypomina gulasz angielski, bardzo przystępna cena za tak wysokiej jakości produkt. Ponadto karma musi być naprawdę smaczna, bo mój wybredny kot wylizuje miskę do czystości.
Wady: Kubuś się nie skarżył, więc ich pewnie nie ma.

Źródło: opis, skład i analiza karm ze strony sklepu Cztery Łapy.





czwartek, 5 lipca 2012

Sklep Cztery Łapy sponsorem KiCi bloga







Miło mi zakomunikować, że mój blog ma kolejnego, nowego sponsora. Jest nim sklep internetowy:

Obecnie Cztery Łapy są w trakcie przeobrażania się ze zwykłego sklepu w sklep z cenami hurtowymi dla detalistów - tak więc już w najbliższych tygodniach, a nawet dniach, będzie można na stronie Łap nabyć wysokiej jakości produkty w naprawdę okazyjnych cenach.

Zapraszam Was również do polubienia ich nowo powstałej strony na Facebooku  gdyż tam będziecie mogli się dowiedzieć jakie promocje i niespodzianki Cztery Łapy przygotowują dla swoich klientów i facebookowiczów, a ja już niebawem napiszę co nieco o wybranej przeze mnie ofercie sklepu.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

Szukamy Tofika

Niestety ;( - wciąż szukamy naszego Tofisia. Nie tracimy wiary w jego odnalezienie, choć minął już miesiąc i dwa dni od jego zaginięcia.
 Połowa miasta oplakatowana. Nowe ogłoszenia musimy  rozwiesić, bo ludzi "dobrej roboty", którzy nam je zrywają, nie brakuje. Z uporem maniaka wieszamy nowe i wieszać będziemy. 

Biorę już pod uwagę to, że ktoś go przygarnął i zakochał się w nim tak jak myśmy się zakochali pierwszego dnia, kiedy przygarnęliśmy go z ulicy, bo trudno się nie zakochać w takim myziaku, który okazuje wdzięczność i przywiązanie. Wiem, że w takim przypadku byłaby mała szansa na to, by Tofik wrócił do domu, ale chyba lepsze to, niż miałby szukać schronienia byle gdzie i jeść byle co. Nie daj losie - głodować. Tofik, to przecież chodzący przewód pokarmowy, wiecznie głodny i wiecznie żebrzący  o małe co nieco.

Szkoda, że po miesiącu nie mam dobrych wieści, ale mam nadzieję, iż w niedługim czasie będę mogła napisać - znaleźliśmy Tofika!



piątek, 22 czerwca 2012

Oddaj kosmetyk, uratuj życie zwierzakom! Blogowa akcja pomocy.

Jedna z moich ulubionych "włosomaniaczek", właścicielka bloga Siempre la belleza jest inicjatorką akcji pomocy - blogowej zbiórki dla zwierzaków.
Chodzi o zbiórkę kosmetyków oraz biżuterii, które to będą wystawione na aukcjach charytatywnych przez Fundację Agapeanimali. Cały dochód będzie przeznaczony na ratowanie życia podopiecznych fundacji. 
Jeśli posiadacie kosmetyki, których nie używacie, są w dobrym stanie (nawet takich, których zużycie jest naprawdę minimalne), a mają aktualny termin przydatności lub biżuterię, którą chętnie przeznaczycie na ten cel, to prześlijcie je do 6 lipca br. Więcej szczegółów na stronie bloga Siempre .

Zobaczcie komu możecie pomóc 

(zdjęcia udostępniam z bloga Siempre)




Moje drogie Blogerki, Blogerzy i Facebookowicze, udostępniajcie i piszczcie o tej akcji.
Najbardziej popularne blogi mają naprawdę sprawczą moc!

Apel Siempre


"Apeluję do wszystkich blogerek, szczególnie tych najpopularniejszych, które mają największą moc - skorzystajcie z tej mocy i zróbcie coś dla zwierzaków :) Wasz jeden post z tą informacją robi różnicę!"

czwartek, 21 czerwca 2012

Dalszy ciąg współpracy z Zoohurtowo.pl

Miło mi poinformować, że pod dwóch miesiącach owocnej współpracy pomiędzy blogiem "Kici czyli świat wg Kota", a sklepem internetowym Zoohurtowo.pl, współpraca zostaje przedłużona na następne miesiące.

Tak więc bądźcie przygotowani na kolejne recenzje ciekawych i wartych uwagi produktów, które przetestujemy specjalnie dla Was. 


wtorek, 19 czerwca 2012

Dlaczego koty malują?

Dlaczego koty malują?
Naukowcy etologowie odkryli, że koty są szczególnie uzdolnione w kierunku sztuk wizualnych.
Oprócz postrzegania piękna i rozróżniania kolorów, wiele z nich wskazuje na chęć tworzenia.
Najstarszy
dowód na zdolności kotów do rysowania pochodzą z 5000 roku pne! Nowoczesna wystawa prac udowodniła, że koty są naprawdę niesamowicie uzdolnione. Z pełną ekspresją, rozróżniając i łącząc kolory, koty potrafią tworzyć swoje niepowtarzalne obrazy.
Niektórzy uważają, że zjawisko to powstało w starożytnym Egipcie, gdyż w 90 latach XX wieku, został znaleziony rzekomo pogrzebany dowód, który zawierał na papirusie odbitą łapę kota.

W Anglii opublikowano książkę zatytułowaną "Dlaczego koty malują?". Autorzy,
Heather Busch i Burton Silver, opisują z poczuciem humoru podstawowe techniki i gatunki, które odpowiadają kotom oraz zachęcają właścicieli kotów do podjęcia przez ich podopiecznych prób malowania. Książka zawiera również krótkie biografie mruczących artystów.

Pepper studiujący swoje odpicie ;)
Kot Pieprz jest jednym z kotów, którego opisano w tej książce. Pieprz pierwsze swoje prace wykonał kremem nawilżającym na szybie. Następnie kot eksperymentował z proszkiem i Rouge, który mieszał z płynem. Gdy tylko jego opiekunka zorientowała się, że jej kot maluje, postanowiła kotu podsunąć farby akrylowe. Przez dziesięć lat, Pieprz "stworzył" ponad 200 prac. Zdecydowana większość to autoportrety. Za każdym razem kot razem z opiekunką, długo studiuje swoje odbicie w lustrze, a następnie zabiera się do malowania na papierze tego co widział.






Smokey - uznawany jest za "mistrza" romantycznych wiejskich krajobrazów. Za każdym razem, według autorów książki, kot wybiera kącik w ogrodzie, który go inspiruje i co pozwala właścicielowi umieścić sztalugi i farby. Kot miejsce to wybiera poprzez oznaczeniem go moczem.


Smokey w czasie pracy


Gdzie jest Smokey?

Pręgowany tygrys, podczas gdy jeszcze był kociakiem, pokazał niezwykłą skłonność do segregowania opadłych liści i umieszczał je w małych grupach. Właścicielka kota nie od razu zwróciła uwagę na piękno tych kompozycji, zwłaszcza, że kot często niszczył swoje prace.

Kot Charlie - malarz realistyczny ;)
 
Wong Wong i Lu Lu
 Lu Lu i Wong Wong słynną w środowisku parą kotów oraz współautorami obrazów. Lu Lu już zdobyła pozycję największej włoskiej "Artystki", kiedy jeszcze nie znała Wong Wong. Tak opisywane jest ich pierwsze spotkanie: Lu Lu powędrowała na teren sąsiedniej posesji, gdzie właśnie Wong przymierzał się do namalowania kolejnego swojego "arcydzieła" kiedy to Lu Lu podeszła i dodała na obrazie kilka własnych uderzeń, jakby całe życie nic nie robiła tylko malowała.  Kilka tygodni później Lu Lu i Wong Wong stali się stałym duetem malarskim.

 
Wierzcie lub - nie, ale w Mediolanie (Włochy) zorganizowano specjalną wystawę dzieł sztuki kotów z całego świata (Exposizione dell'Arte Felino), gdzie przyznano nagrodę najbardziej utalentowanemu kotu. Nagroda to: "Złota Łapa" (Zampa d'Oro) .
Uważa się, że domowe koty są bardziej skłonne do malarstwa niż dzikie. Ale w śród artystów można znaleźć i dzikie koty, choćby ocelot Pedfut.


 Pedfut jest ulubieńcem zwiedzających ZOO w Phoenix w Arizonie. Jest to mieszkaniec lasów tropikalnych Ameryki Łacińskiej. Ocelot jest uważany za gatunek rzadki i nie każde ZOO może pochwalić się takim eksponatem. Unikalny Pedfut również ma talent malarza-artysty, który ujawnił się w 2004 roku.
Wtedy to kot trafił do ogrodu zoologicznego, a że dzikie koty często bardzo się nudzą w niewoli, postanowiono zająć go czymś i wymyślić dla niego zabawę. Opiekun postanowił przybić do ściany obudowy płótno i pozostawić mu kilka kolorów farby. Ocelot wkrótce zainteresował się płótnem i zaczął pocierać się o nie szyją, głową, a następnie całym ciałem. Ta technika wśród kotów - artystów - jest rzadkością, gdyż zwykle do malowania używają łap.
Niestety Pedfuta w tej książce nie opisano, ale ten fakt wcale nie przeszkadza jego wiernym fanom, którzy podziwiają coraz to nowe arcydzieła, a które są sprzedawane na aukcjach internetowych.

Pod wpływem lektury tej książki, postanowiłam i ja sprawdzić czy mój Kuba Mruczyński również posiada talent malarski. Spróbujemy! Zobaczymy! ;)

PS. Jeśli będziecie mieli szczęście nabyć wspomnianą książkę w oryginale ją przeczytać, to naprawdę polecam. Niestety - w języku polskim jeszcze się nie ukazała, więc tylko osoby znające dobrze język angielski będą mogły zapoznać się z pełną treścią tej humorystycznej i inspirującej lektury.